poniedziałek, 22 października 2007

Today, Tomorrow, Always... (cz. 1)

Today, Tomorrow, Always... WTF?!?!? czy tak musi być zawsze? (pytanie retoryczne).

Dziś... najzwyklejszy dzień...
Budzę się, jestem wyspany, jest godzina 9.30, myślę sobię:
- Mam na 13.30 do szkoły to mogę sobie jeszcze poleżeć.
Włączam telewizor. Mam zaczyna pie*dolić coś o lekcjach, czy odrobione itd. odpowiadam:
- Taaa... już wczoraj odrobiłem.
Było to kłamstwo... Zaczynam się już denerwować co by tu zrobić aby nie dostać 1.
Przez jedno zdanie mamy miałem już prawie cały dzień przeje*any!
Mogła niemówić, bym sie nie stresował TAK bardzo i może spokojnie bym odrobił to co było zadane.
Próbowałem się uspokoić, myślałem sobie "Nawet jakby mi o tym nie przypomniała to itak bym dostał piękną ocene z języka polskiego"...

Godzina puźniej...

Kiedy się już trochę uspokoiłem, nadszedł czas na włączenie kompa, może on mi pozwoli się trochę uspokoić :)
Bios, BOOT, napis Windows ME, Scandisc->anuluj.... Pojawia się pulpit, Skype->zamknij, Firefox->Przywróć sesję, GaduGadu->Niewidoczny, narazie to chyba tyle.
(nie pamiętam już co było po włączeniu kompa)

12.00

Mama: "nie powinieneś już sie do szkoły wybierać?(!)"
Ja: "PRZECIEŻ MAM JESZCZE GODZINĘ!!"
Mama: "a posprzątać? a ubrać się? lekcje odrobione? umyłeś sie już?"
Ja: "Tiaa... przecież zdążę"

12:53:55

Ścielę łóżko, ubieram się, pakuję książki.

12:54:39

Idę do łazienki umyć się i załatwić "sprawy".
Zakładam buty, kurtkę, tornister. Biorę książki i wychodzę.

13.30

Jestem w szkole, zmieniam buty, zdejmuję kurtkę.
Dzwonek na przerwę...
Idę pod salę, czekam na dzwonek na lekcje.

Godziny nieważne:

Pierwsza lekcja:
-Polski
Oddaję koledze zapomniane "Złote Myśli".
Przychodzi moja kolej odpowiedzi.
Nic niewiem.
Ocena: 1

Druga lekcja:
-Polski
noc nowego

Przerwa:
Idę z kolegom sprawdzić czy mamy zastępstwo z Fizyki.
Podchodzę do księgi zastępstw: "...22.X.07r || 'Imię i Nazwisko nauczyciela' || 2H || do domu"
|| do domu"
Zacytuję tutaj słowa wielkiego polaka: "Jes, Jes, Jes!"

Trzecia lekcja:
-Chemia
Sprawdzian...

16.10
Dzwonek.
Idę do szatni po kurtkę i buty.
Idę do domu.


16.20
Jestem w domu, mówię "Już jestem" do mamy, włączam kompa, nic nierobię.

Czas nieznany:
Piszę tego Bloga... aż do teraz ;]

________________________________________________________________________________

Był to przykład z mojego życia...

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

moje dni są w sumie śmieszniejsze jakby je tak zsumować :D
:)